BUKWA. Zaczynam od bohatera

Piszesz trochę albo nie trochę? Będzie więc fajnie, jeśli podzielisz się swoimi pomysłami, koncepcjami, „patentami” pomagającymi wymyślać dobre, nośne historie z ciekawymi bohaterami. I komentarzami na temat moich pomysłów.

Blog składa się z dwóch części. Część I: czego sam się nauczyłem i czego mnie nauczono. Część II: mikropowieść w odcinkach pt. „Bukwa”.

 

Od czego zacząć pisanie opowiadania? Skąd czerpać pomysły?
Metody są różne.
Ja zaczynam pisać od bohatera, którego najpierw muszę spotkać w „realu”. On tworzy klimat opowiadania. Bohatera „Bukwy”, Stefana Pietruszczaka spotkałem, a raczej zobaczyłem, w tramwaju. Próbował prowadzić swobodną rozmowę z atrakcyjną, rudą dziewczyną. Zwróciłem na niego uwagę, ponieważ był speszony i taki jakiś rozbity. Zrobiło mi się jego żal (zobaczyłem siebie?)

Uczeni w pisaniu radzą bohatera bardzo dobrze wymyślić, ze szczegółami. Znać historię jego życia, rodzinę, zainteresowania, lęki, słabości i tak dalej, wszystko. To prawda!

Ale ja najpierw swojego bohatera muszę zobaczyć i poczuć. Oczywiście, później dopowiadam sobie dlaczego, na przykład, jest on religijny albo niereliginy, nieśmiały albo chamowaty (może chamowaty bo nieśmiały?), jakie było jego dzieciństwo, itd. Stefanowi Pietruszczakowi, na przykład, nie wychodzi z kobietami, ponieważ ma poczucie małej wartości; ma psychopatyczną matkę, która go w dzieciństwie porzuciła.

Stefana, jak wspomniałem, zobaczyłem kiedyś w tramwaju.

Jechał ze śliczną, piersiastą rudą dziewczyną. Fizycznie podobny do mnie. Spodnie niebieskie, brązowa spłowiała kurteczka, podniszczone buty dobrze wypastowane. Przysadzisty, z początkami nadwagi. Oparł się łokciem i tokował:

– Wchodzę w oenzetowski program badania rodziny polskiej. Przeprowadzę badania nad populacją tysiąca dwustu rodzin w całym kraju.

„Bidak!”, pomyślałem i przyjrzałem się jego twarzy. Policzki zaczerwienione. W oczach pragnienie zdobycia tej dziewczyny. I całkowity brak wiary, że to się uda. Miał to wypisane na twarzy.

Ruda słuchała uprzejmie. Wysiadła, właściwie wyskoczyła, przy Placu Zbawiciela. Drzwi się zamknęły. On ugiął lekko nogi, żeby lepiej ją widzieć przez małe, podrdzewiałe szybki w drzwiach tramwaju. Pewnie chciał jej pomachać. Dziewczyna lekkim krokiem podeszła do przejścia dla pieszych i, rozejrzawszy się, szybko przeszła na czerwonym świetle.

Tramwaj ruszył i gwałtownie zatrzymał się. Z garażu Straży Pożarnej przy ul. Polnej wyjechał na sygnale wóz bojowy, drugi za nim z długą drabiną. Pech, jak cholera pech.

Przez te cholerne wozy zobaczył to, czego nie powinien. Dziewczyna skręciła bowiem w ulicę Mokotowską, a tam, zaraz za rogiem, czekał na nią chłopak. Rozpostarł ręce, ona przytuliła się, wdzięcznie uginając lewą tylną nogę.*

Bidak (nadałem mu imię Stefan) gdy to zobaczył, oniemiał. Tramwaj ruszając szarpnął, on uderzył się w łokieć. Patrzyłem na „Stefana” kątem oka, udając że czytam „Wyciąg z regulaminu”. Mam szerokie pole widzenia; to ważne dla piszącego, trzeba podglądać (i podsłuchiwać) osoby w miejscach publicznych.

Stefan spocił się ze zdenerwowania. Do oczu napłynęły łzy, przyciął wargę zębami.
Wysiadłem przy Zespołach Filmowych (gdzie byłem uprzejmy uczęszczać do Studium Scenariuszowego) i od razu chłonąłem go w siebie.

Chodziłem z nim następnie parę tygodni, wymyślając mu nowe życie.

Stefan nie nadawał się na atrakcyjnego bohatera książki, który, pokonując przeszkody, prze ku celowi. Ale zżyłem się z nim, więc został. I zaczął mężnieć.

Nazwałem go Stefanem Pietruszczakiem.

Trochę inaczej wymyślił mi się bohater książki „Spoko! To tylko rodzinka” (wyd. Kefas, 2011), który ma na imię Augustyn. Augustyn powstał dzięki prospektowi sklepu ogrodniczego, który wjąłem ze swojej skrzynki.
W prospekcie zachęcali mniej więcej tak: zamów coś za dwie stówy, wygrasz BMW.
Dla podniety załączyli kluczyk do stacyjki.

Byłem wtedy bardzo bezrobotny.

I zacząłem fantazjować, co bym z tego prospektu kupił, gdybym miał pieniądze, i co bym zrobił po sprzedaniu wygranego BMW.

Nagle coś we mnie powiedziało „To pomysł na humoreskę”. I napisałem kilka pogodnych, refleksyjnych, miejscami śmiesznych opowiadań o sobie, czyli o braku pieniędzy, o marzeniach, o dominujących kobietach dookoła świata.

Cdn.: 31 sierpnia + kilka przydatnych, jak sądzę, uwag o tworzeniu bohatera

Bukwa

 Opowieść fantasy w klimacie realizmu magicznego, jak był zauważył Romuald Pawlak

w recenzji (obszernego fragmentu) Bukwy.

 

Prolog

 

Stefan Pietruszczak zalecał się w tramwaju do rudej dziewczyny z piersiami.

Wchłonąłem go i wysiadłem. Od razu zabolał mnie brzuch.

Gość okazał się ciężkostrawnym problemem. Jego problem polegał na tym, że się dobrze zapowiada.

Dobrze się zapowiada od drugiej klasy liceum, gdy wygrał szkolny konkurs na opowiadanie.

Ma 31 lat.

Od czasu do czasu dostaje jakieś wyróżnienie, czasem drugą lub trzecią nagrodę. Jurorzy dostrzegają bowiem w jego opowiadaniach coś, co każe im wyróżnić „młodego – jak sądzą – dobrze zapowiadającego się autora”.

– Może jeszcze formalnie nieporadne, ale jest w tym opowiadaniu jakieś jądro… dajmy mu drugą nagrodę. Co? Za dużo? Trzecią? No dobra, pierwsze wyróżnienie i zegar, proponuję ostatecznie.

Pierwsze wyróżnienie i pseudosecesyjny skórzany zegar Stefan otrzymał za opowiadanie o miłości. Opowiadanie zaczynało się słowami:

„Kobieta może zabić mężczyznę, pozostawiając go przy życiu”.

Na zegarze półnaga nimfa z rozpuszczonymi włosami obejmowała tarczę zegarową. Stefan od razu zauważył, że nimfa ma trzy piersi. Usiadł z dyplomem, kopertą i zegarem i zapatrzył się na trzeci pseudosutek. Nagrodowy zegar powiesił w swojej ukochanej kawalerce, siebie próbował nieco później.

Stefan, jak wspomniałem, ma trzydzieści jeden lat. Ostatnie urodziny urządził w ten sposób, że kupił sobie butelkę wina, krakersy, ciastko wuzetkę, suchą kiełbasę myśliwską luksusową, włączył Pink Floydów. Na stoliku postawił kartkę z życzeniami od mamy z Londynu. Mama nie zapomina o jego urodzinach, odkąd go porzuciła, gdy miał dziesięć lat.

Monoimpreza trwała krótko. Stefan wypił pół butelki „Fatimy”, zapłakał i poszedł spać.

Ostatnio nie dosypia, ponieważ kończy pisać pracę dyplomową w Zaocznym Studium Pedagogicznym. Pisze i wciąż poprawia. Zależy mu na opinii małopierśniej promotorki, która prowadzi badania naukowe.

Stefan musi dostać kopa życiowego; i na to się szczęśliwie zanosi. Nogą  gotową do wymierzenia kopniaka już widzę: jest to bezłydkowa noga jego promotorki, dwa lata starszej, Jolanty Bukwy.

Bukwa lekko zaciąga (jest z Białegostoku). Studiowała rusycystykę, przeniosła się na psychologię. Jest samotną panną. Pisze pracę doktorską pod tytułem „Współczesny wzorzec rodziny prawidłowej.” Uważa, że Stefan dobrze się zapowiada.

 

Stefan jeździ  dwa razy w miesiącu do świetlicy wiejskiej szkoły w Zamyślu. Zbiera materiały do pracy dyplomowej. Zamyśl leży województwie ostrołęckim. Zamyśl, bardzo ważna wieś „na mapie życia” Pietruszczaka. Tam poznał „mapę ciała” Jolanty Bukwy, teoretyka życia rodzinnego. Do poznania doszło na Suchej Polanie pod wielkim dębem. Świadkami byli: polna mysz (ubawiona uciekła do norki) oraz dzięcioł (podglądał ich nie przerywając stukania).

 

„Kaszanka ciężkie sny przynosi. Śnię, że śnię. Śnię, że się budzę, a dalej śnię. Bez sensu”, pomyślał Stefan Pietruszczak stojąc na dworcu PKS Warszawa Stadion, na stanowisku pierwszym, dla autobusów do Wyszkowa i Zamyśla.

W ustach trzymał „Carmena”. Bezkartkowy, podwójnie długi papieros zwisał mu z ust. Z przeciwnego przystanku obserwowali go wiejscy podróżnicy. Stefan wciągnął brzuch.

„Gapcie się, gapcie, statyści mego życia! Świat to ja!”, pomyślał do nich. „Manekiny ludzkie!”.

Postaci z tego świata rozpatrywały go, patrząc na jego spękane, wypolerowane buty. Przesuwali w górę wzrok, łaskocząc spojrzeniami jego uda, ślizgali się po spłowiałej brązowej kurtce. Patrzyli na rzednące włosy, na koniec zaglądając w oczy.

„Macacze wzroczni, kurwa – pomyślał.

– Nieee klnij, Steeefuś – poprosiła kioskarka z jego bloku „Za Żelazną Bramą”, czterdziestodwuletnia wówczas, pulchna rudowłosa nimfomanka w zielonej sukience. – Wiesz, że masz spojrzenie dobrego człowieka? Ty kobiety nie ukrzywdzisz.

– Oj kochana, nie wiesz jaki ze mnie szczwany lis! – odpowiedział, patrząc na nią przeciągle i zmysłowo, po czym odwrócił się, wcisnął nadpalony przycisk windy, wsiadł i odjechał (mąż kioskarki jest bokserem).

– Powróżyć?

Stefan drgnął.

Obok stała przysadzista, brązowooka Cyganka.

„A niech wróży!”, ucieszył się, nieśmiało przeczuwając wielkie szczęście: może mama wróci z Londynu?

I natychmiast zrezygnował.

– Nieee, dziękuję.

Jeśli zapłaci za wróżenie, zabraknie mu na piwo w Zamyślu. Lubiał stanąć sobie w Zamyślu pod spółdzielnią i pić wodniste, mocne męskie „Nadbużańskie”, pogadując z rolnikami, że tak źle jeszcze nie było, jesień nie ustępuje, siano stoi w stogach jak przekładaniec – mokre warstwy przełożone szarą pleśnią.

Tak jest!, Stefan wiele lubił w swoim życiu, ale pić piwo na wsi lubiał.

– Chodźże na bok! – odezwała się Cyganka.

– Nie, nie. Nieee mam kaaasy – machnął niezgrabnie ręką.

Kasy!… Mamusia nie byłaby zadowolona z mojego słownictwa. Klasy mi brakuje! Prowincjusz z Warszawy jestem. Nie pojadę do Londynu, nigdy. Wstyd! „To jest mój syn Stefan”, powiedziałaby mama w towarzystwie. A ja uciekałbym wzrokiem, a oni by patrzyli.

„A co on w Polsce robi?”, by spytali.

„A kredki rozdaje w świetlicy”, powiedziałaby mama.

– Ahaaa – by odpowiedzieli.

I nie wiedząc, o co jeszcze zapytać, zamilkliby na jedną chwilę. Może by wiedzieli, bo tam są bardzo kulturalni Anglicy, i ktoś by zawołał:

– Dobrze się zapowiada młody człowiek!…

– Jest w tym świetny – odpowiedziałaby mama. – Jedenaście lat już się zapowiada.

– A na co pieniądze?!… – zawołała Cyganka. – Połóż mi na dłoni sto tysięcy. Zaraz ci oddam. Masz setkę?… Co? A pięćdziesiątkę?

– E tam – odpowiedział Stefan i zrobił dwa kroki w stronę kiosku „Ruchu”. „Muszę ją spławić… gapią się”.

– Na rękę połóż banknot, nie monetę. Moneta: nieszczęście dla ciebie i twojej rodziny… oooddam ci. No co. Boooisz się? W leeesie jesteś? – namawiała go, przeciągając samogłoski.

Stefan spojrzał na zegarek i, udając że sobie coś przypomina, ruszył w stronę poczekalni. „Ale macie śmieszne twarze… manekiny jesteście, ludkowie jacyś!… Manekiny!!! Spaaadać, kurwka wodna”, pomyślał do stojących.

– „Express” poproszę.

– Nie ma już „Expressu”.

– „Sztandar” może być – powiedział, zapłacił i ruszył do poczekalni.

– Reszta, proszę pana! – Kioskarka poprawiła mu humor.

– Masz na imię Stanisław… albo Stefan… – krzyknęła za nim Cyganka. – Stefan! Tęsknisz za kobietą… starszą… ona wredna jest… ona ma tylko swoją miłość… odepchła cię pradawno… jak tylko cię poczęła… późno się zorientowała, to się urodziłeś… duży pieniądz cię czeka od tej kobiety, ale nie ucieszy. Pieniądz zdrady. No połóżże banknot!

Oczekujący przenieśli wzrok na Cygankę: co jeszcze powie?

Cyganka ruszyła za nim, w lekkim transie wołając przez zaciśnięte zęby:

– Indianka nie dla ciebie przeznaczona! Nie idź w jej łoże! Trzymaj się pochylonej damy! Szczęście wieczne da ci na ziemi, pani nad paniami, czarna dama.

„Indianka!”, prychnął Stefan. „A ja kowboj!”.

– Twoja matka… …śle posłańca do ciebie… – dodała Cyganka, czując, że ta mocna wiadomość przyszła do niej z zewnątrz świata, z wewnątrz czeluści samych. Ale komunikat z megafonu zagłuszyłd przepowiednię o okrutnym posłańcu. Cyganka, zrozumiawszy że obce zło jakieś weszło w jej wróżenie, przestraszona uciekła.

„Ciekawe, gdzie są te autobusy, co nie wracają z trasy? Napiszę horror o znikających pekaesach”, pomyślał Stefan. „E tam, bzdury. Wszystko już było. Wszystko było, oprócz tego, że kobieta mężczyźnie szczęście przyniosła… W dupie tam! Napiszę o szczęśliwej kobiecie, co mnie na koniec uszczęśliwi! – zarechotał i na chwilę polubił się.

Tymczasem CZARNA FIGURA, stojąca na rozstajach dwa kilometry od Zamyśla, opodal linii kolejowej Warszawa-Ostrołęka, po przesłaniu Cygance komunikatu dla Stefana, zabłysła wściekle białkami. Z czoła demonicy trysnęła czarna błyskawica: uderzając w ziemię, boleśnie oparzyła grubą dżdżownicę. „Jasna cholera, wczoraj urwał mnie szpak, dziś ta dziwka przypiekła!”, pomyślała dżdżownica.

Czarna dostała swego piekielnego ataku: „Będzie mój!”, zawarczała (demony nie mają zdolności cieszenia się). „Nawet Ona nie skryje go przede mną! Pietruszczak, gnoju jeden szczęśliwy, będziesz mój!”.

Do Zamyśla Stefan jak zwykle przyjechał za wcześnie. Usiadł więc na przystanku, słuchając zachrypniętego skowronka i walcząc z pokusą, żeby wypić choć parę łyków wina, które kupił w spółdzielni i schował na dnie ortalionowej teczki. „Byłoby głupio, jakby świetliczanka poczuła, że sobie sam dziabnąłem, a jej nie poczęstowałem”.

W świetlicy zamyslańskiej szkoły Pietruszczak opisywał i klasyfikował rysunki dopiero późnym popołudniem, gdy dzieci wyszły już do domów. „Tematyka prac plastycznych, wykonanych kredkami świecowymi w grupie wiekowej 6-8 na przykładzie rysunków zgromadzonych w latach 1981-1985 w świetlicy opiekuńczej Publicznej Szkoły Podstawowej w Zamyślu, powiat wyszkowski, województwo ostrołęckie”. Pietruszczak wykazywał w swej pracy dyplomowej, że latem dzieci najchętniej rysują kwiaty i drzewa, zimą zaś – bałwany śniegowe i zabawy na śniegu.

Jolanta Bukwa, jego małopierśna promotorka, powiedziała, że szkoda, że się ograniczył do dwóch pór roku tylko.

– Ciekawa byłaby analiza kierunkową, jak dzieci widzą tegoroczną jesień! – Bukwa k ląsnęła językiem i zapaliła papierosa od papierosa, bo zaworek w jej zapalniczce znów szlag trafił.

– I jak ma być dobrze w tym kraju? – powiedziała wrzucając zapalniczkę do swojej torebki z okuciami w kształcie winorośli. – Dwa razy ładowana… zaworek poszedł, czy co…? No tak, zaworek strzelił…

 

Cdn.: 31 sierpnia + kilka przydatnych, jak sądzę, uwag o tworzeniu bohatera

 

 

*lewa tylna noga – żarcik; dziewczyny nie mają tylnych nóg.

 

Reklamy

3 thoughts on “BUKWA. Zaczynam od bohatera

    • Tak jest! Czas, bardzo brakuje mi czasu na pisanie i reklamowanie blogu. Od poniedziałku będzie „nowe otwarcie”, jak mawia aktualna władza. Brakuje mi też wiedzy, np, jak dodać tagi. Wiesz, jak to się robi? Bez tego nikt w sieci nie będzie wpadał na nasze blogi. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s